czwartek, 30 stycznia 2014

26. "He really loves me"

Rozdział dedykowany - @Insatiableex

poniedziałek

- Ros? Rosalie? - Poczułam szturchnięcie. Otworzyłam swoje zaspane oczy. Moje powieki były okropne ciężkie. Nawet nie mam ochoty myśleć jak teraz wyglądam. Chciałam się podnieść, ale uniemożliwił mi to silny ból w dole kręgosłupa. Syknęłam. - Wszystko w porządku? - Skinęłam głową. - Dlaczego spałaś na ziemi? - O matko.. musiałam tu wczoraj zasnąć i to by wyjaśniało ten ból.
- Zasnęłam tak po prostu. - Odpowiedziałam zachrypniętym głosem.
- Odsuń się Sue. Pomogę jej wstać. - Sue zmierzyła Justina wzrokiem i przesunęła się w bok. Przyjaciel schylił się nade mną i delikatnie podniósł z ziemi. Oplotłam rękami jego kark i westchnęłam, gdy położył mnie na łóżku.
-Dziękuję - Mruknęłam cicho.
- Na pewno wszystko okej? Masz podkrążone oczy i jesteś strasznie blada. - Justin zmarszczył brwi i wpatrywał się we mnie badawczo.
- Nic mi nie jest. - Odparłam.
- Czemu tu jest taki syf? Co to są za kartki? - Sue zaczęła podnosić listy. Spojrzałam na nią przerażona.
-To listy
- Listy? Jakie listy? Do ciebie? Skąd je masz? - Dziewczyna zadawała pytania jedno po drugim. Nie lubię jak ktoś mnie wypytuje w ten sposób i ona powinna już to chyba wiedzieć.
- Sue, daj jej spokój. Jest zmęczona, nie widzisz? - Justin posłał Sue groźne spojrzenie, co spowodowało, że zaraz spuściła głowę i zaczęła bawić się swoimi palcami. Obserwowałam tę dwójkę. Coś tu nie gra..
- Byłam wczoraj wieczorem na cmentarzu. - Powiedziałam niepewnie. Przyjaciółka uniosła głowę i spiorunowała mnie wzrokiem.
- Jak mogłaś zachować się tak bezmyślnie?! Co gdyby ktoś cię rozpoznał?! A co gdyby coś ci się stało?! Czy ty masz cokolwiek w tej swojej głupiej główce? - Sue głośno krzyczała. Skuliłam się na łóżku i zrobiłam naburmuszoną minę. Boże, o co jej chodzi? Co ja jej takiego zrobiłam?
- Dosyć! - Warknął Justin. Usiadłam po turecku, a mój wzrok powędrował do listu w dłoni Sue. Zamrugałam kilkakrotnie.
- Jedźmy na cmentarz. - Zwróciłam się do chłopaka, który głaskał teraz moją dłoń.
- Najpierw moja droga to weź prysznic i się przebierz, bo w tych czarnych ciuchach wyglądasz jak jakiś kryminalista. - Justin zaśmiał się cicho, próbując rozluźnić atmosferę, a ja uśmiechnęłam się szeroko i podeszłam do walizki.

*perspektywa Harry'ego

Miałem już wszystko prawie pozałatwiane. Jedyną rzeczą, jaką musiałem jeszcze zrobić było napisanie siódmego listu, ostatniego listu.. Louis miał rację. Rosalie nie wróciła i już nie wróci, a ja jestem totalnym idiotą i nie chciałem mu uwierzyć. On chciał dobrze i teraz go rozumiem. W tym wypadku powiedzenie "Nadzieja jest matką głupich" to strzał w dziesiątkę. Napisanie tego listu będzie już tylko zwykłą formalnością. Chcę dotrzymać obietnicy, którą złożyłem. Zdecydowanie ten dzień jest jednym z najgorszych w moim życiu i nie mam zamiaru udawać, że wszystko jest w porządku, bo nie jest. Spróbuję przeczekać ten ból w sercu, albo przejdzie, albo nie.. To będzie chyba najlepsze rozwiązanie.

List VII
 Londyn 1.07.2013r.

Żegnaj Rosalie 
Tak, dzisiaj zamiast powitania jest pożegnanie. To właśnie dzisiaj kończy się moja przygoda z Tobą. O 13 mam wylot.. Nie wróciłaś do mnie, więc nie pozostaje mi nic innego jak wyprowadzka. Cóż.. tęsknię i będę tęsknił, bo moja miłość do Ciebie się nie skończy. Masz drugą połówkę mojego serca i ona już zawsze będzie Twoja. *Będąc tu bez Ciebie czuję się tak jakbym budził się tylko dla połowy niebieskiego nieba. Jestem połową serca bez Ciebie. Połową człowieka...* To przykre, że wszystko się tak potoczyło. Żałuję.. ale nie tego, że Cię poznałem, tylko tego, że się nie ujawniłem. Gdybym to zrobił to byłbym teraz szczęśliwym człowiekiem. Mam nadzieję, że wybaczysz mi fakt, iż tego listu nie przyniosłem osobiście, ale sama rozumiesz.. nie chciałbym spóźnić się na samolot. Wiedz, że chciałbym dla Ciebie jak najlepiej.. Wierzę, że jeszcze kiedyś się spotkamy. Może już jako starsi ludzie? Kto wie? Ja będę już siwym panem chodzącym o lasce, a Ty nadal będziesz tak samo piękna jak teraz. To co chciałem Ci przekazać już chyba wiesz.. Więc żegnaj Rosalie i pamiętaj, że Cię kocham. 
Harry

Zakleiłem kopertę i ją podpisałem. Zerknąłem na zegarek. O cholera! Muszę się pospieszyć. Z tylnej kieszeni spodni wyciągnąłem komórkę i wybrałem numer z nadzieją, że ktoś odbierze. 

*perspektywa Rosalie 

Wzięłam odprężający prysznic i  ubrałam się w czarne rurki i biały top z cekinami po bokach. Wiecie, że nie lubię się stroić.. nie chcę wyglądać jak wypucowana lala z okładki jakiegoś magazynu. Chcę być sobą i tyle. Rozczesałam włosy i zostawiłam je rozpuszczone. Rzęsy pociągnęłam małą ilością maskary i byłam gotowa.
- Zarzuć na siebie jakąś bluzę. Jest chłodno. - Odezwała się Sue. Kiwnęłam głową i szybko zarzuciłam na siebie różową bluzę. Podeszłam do przyjaciółki i chwyciłam jej dłoń. 
- Coś się stało? - Zapytałam z troską. 
- Nie - Sue wydawała się być smutna i przybita, więc coś musiało być na rzeczy. Zabolało mnie to, że pomimo naszej przyjaźni ona nie chce powiedzieć mi prawdy. Dziewczyna spojrzała na Justina przestraszonym wzrokiem.
- Justin? 
- Tak blondi? - Chłopak podszedł do mnie i uśmiechnął się szeroko. 
- Mógłbyś zostawić nas same? Zaraz zejdziemy na dół. - Patrzyłam smutno na Justin'a, u którego uśmiech momentalnie zniknął z twarzy. 
- Jasne - Powiedział cicho i wyszedł. 
- Teraz możesz mówić. - Pogładziłam kciukiem jej dłoń. 
- Chodzi o Justin'a. - Miałam ochotę przewrócić oczami, ale powstrzymałam się. No głupia nie jestem. Domyśliłam się tego od razu. 
- To już wiem, a o co konkretnie? 
- Rozmawialiśmy wczoraj troszkę i on cały czas gadał o tobie. - Brunetka spuściła głowę. 
- I? 
- Zamiast o nas, to znaczy o mnie i o nim, to w kółko gadał o tobie! Jakaś ty jesteś śliczna, zabawna i kochana! Czy ty tego nie widzisz, że on cię lubi? - Syknęła. 
- To normalne, przecież się przyjaźnimy. - Wzruszyłam ramionami. Nie bardzo wiedziałam o co jej chodzi i do czego zmierza. 
- Fajnie by było gdyby on też tak uważał. - Parsknęła. 
- Nie rozumiem cię Sue. Jesteś zazdrosna, czy co? - Spojrzałam na nią dużymi oczami. 
- Czego ty tu nie rozumiesz? Tak jestem cholernie zazdrosna, bo zabierasz mi kogoś dla mnie bardzo ważnego. Myślisz, że jak poudajesz taką niewinną biedulkę to Justin na ciebie poleci? Tobie się wydaję, że możesz mieć każdego? Mylisz się! Justin będzie mój, jeszcze zobaczysz. - W moich oczach zbierały się łzy. Ona widzi we mnie konkurencję, wroga, kogoś kogo trzeba jak najszybciej zlikwidować. Parę łez spłynęło po moich policzkach. Odwróciłam się napięcie i wyszłam z pokoju, trzaskając przy okazji drzwiami. - Ros! - Przyspieszyłam kroku. - Zaczekaj, proszę! Przepraszam, Ros! 
- Daj mi spokój! - Wrzasnęłam. Weszłam do windy i zjechałam na dół. Jak ona mogła pomyśleć o mnie w taki obrzydliwy sposób? Jak? Nigdy w życiu nie miałam chłopaka, a ona zasugerowała, że zachowuję się jak typowa dziwka. W oddali zobaczyłam sylwetkę Justin'a. Podbiegłam do niego i mocno go przytuliłam. 
- Justin, czy, czy to prawda? - Wydukałam. 
- Ale co? - Chłopak głaskał mnie po włosach. 
- Bo ona powiedziała, że ty nie traktujesz mnie jak przyjaciółki i zrobiła mi awanturę, bo jest zazdrosna. - Szlochałam. Między nami zapanowała cisza. - Justin? 
- Posłuchaj. Jesteś dla mnie bardzo ważna, tak samo jak Sue, ale nie byłbym w stanie traktować którąś z was jak kogoś więcej. Zawsze będziesz moją najlepszą przyjaciółką. - Odetchnęłam z ulgą. Uśmiechnęłam się. - Chodź, blondi. Jedziemy. - Złapałam rękę Justina i poszłam z nim do samochodu. 

*perspektywa Harry'ego

- Hej Louise - Wpuściłem przyjaciółkę do domu. 
- Cześć Harry - Dziewczyna ucałowała mój policzek. - To dawaj ten list i zmykaj na lotnisko. - Powiedziała radośnie. 
- Muszę mieć pewność, że na sto procent zaraz go tam zaniesiesz. - Patrzyłem na nią. 
- Nie martw się. - Louise poklepała mnie po ramieniu.- Zaraz go zaniosę, obiecuję. - Podałem jej kopertę. 
- Dziękuję ci. - Pomachałem jej i wyszedłem z domu. Schowałem do bagażnika swoje walizki i wisadłem do auta. 

*perspektywa Rosalie

Dojechaliśmy na cmentarz. Wysiadłam z samochodu i od razu zostałam przywitana mocnym podmuchem wiatru, który potargał moje włosy. Poczekałam aż Justin wysiądzie z auta i po chwili razem przeszliśmy przez furtkę. 
- Boże, jak tu strasznie. - Chłopak rozglądał się dookoła. - Naprawdę byłaś tu w nocy? - Kiwnęłam głową. - Nie bałaś się? 
- Jasne, że się bałam, ale jak widzisz żyję. - Uśmiechnęłam się szeroko. - Chodź. - Pociągnęłam go za rękę i doszliśmy do grobu mamy. 
 - Judith - Wyszeptał. - Znalazłaś ją.
- Zgadza się. - Usłyszałam skrzypnięcie furtki i szybko odwróciłam się w tamtą stronę. Na cmentarz weszła młoda kobieta w jasnych włosach. Patrzyłam na nią zaciekawiona i spostrzegłam w jej ręce białą kopertę. - Zaczekaj tu na mnie. - Powiedziałam do Justin'a. Poszłam za dziewczyną, która szybkim krokiem zmierzała w kierunku skrzyni. - Przepraszam! - Zawołałam. Nieznajoma zatrzymała się i odwróciła w moją stronę. 
- Tak? - Nie wiedziałam co mam jej powiedzieć. Jestem głupia. Przecież list powinien przynieść chłopak, to znaczy Harry..
- Musiałam cię z kimś pomylić. - Powiedziałam cicho i zaczęłam odchodzić. 
- Poczekaj! - Dziewczyna zrobiła parę kroków w moją stronę. - Jestem Louise. 
- Rosalie, miło mi cię poznać. - Uścisnęłam jej dłoń. - Niesiesz list? - Zapytałam pokazując ręką na kopertę w jej dłoni. 
- No tak, mój przyjaciel poprosił mnie o przyniesienie go tutaj. - PRZYJACIEL?! - A ty co tu robisz? 
- Przyszłam na grób matki. - Odpowiedziałam. Oczy Louise zasmuciły się. 
- Przykro mi. - Uśmiechnęłam się lekko. 
- Już pójdę. - Zobaczyłam jak dziewczyna unosi list i czyta coś na kopercie. 
- Moment, to ty jesteś Rosalie? - Przytaknęłam. - O matko
- Coś nie tak? 
- Znasz Harry'ego? - Pokiwałam głową. 
- W tej chwili wsiadaj do samochodu i jedź na główne lotnisko. On zaraz odlatuje! - Byłam zdezorientowana. Louise złapała mnie za rękę i zaczęła biec. 
- Justin! - Zawołałam. Przyjaciel po chwili był już obok mnie. - Musimy jechać na lotnisko. - Powiedziałam zdyszana. 
- Co? Czemu? 
- Nie ma czasu na wyjaśnienia. - Wtrąciła się Louise. 
- Louise? Co ty tu robisz? 
- Mi też miło cię widzieć Justin i chciałam zapytać o to samo. 

 *perspektywa Harry'ego 

Od jakiegoś czasu mój telefon nie przestawał wibrować, ale nie miałem czasu go odbierać i tak byłem już spóźniony, a przedzieranie się przez tłum wrzeszczących, piszczących i płaczących dziewczyn nie jest łatwe. Zwłaszcza, że co chwilę muszę się zatrzymywać, żeby zrobić sobie z nimi zdjęcie, albo dać autograf.  Moje walizki zostały już dawno odebrane, jedyną rzeczą, którą trzymałem w ręce był teraz mój dziennik. Ochroniarze odganiali ode mnie masę dziewczyn, a ja oddychałem głęboko i szedłem ze zmarszczonymi brwiami. Paparazzi robili mi chyba miliony zdjęć. Dokumentowali każdy mój krok i ruch. Nagle poczułem, że mój dziennik został mi wyrwany i obejrzałem się szybko. Wodziłem wzrokiem po ludziach, szukając osoby, która ukradła moją własność. No chyba nie! Zatrzymałem się w miejscu i podszedłem do dość wysokiej szatynki, trzymającej w dłoniach coś co należało do mnie. 

*perspektywa Rosalie 

Jechaliśmy już piętnaście minut. W tym czasie zdążyłam przeczytać list i dowiedzieć się więcej o Harry'm, a dokładnie o tym co się z nim działo kiedy wyjechałam. 
- Nadal nie mogę uwierzyć, że to Styles. - Justin wpatrywał się we mnie nie dowierzając. - A może to tylko jakaś głupia zabawa? Nie pomyślałaś o tym? 
- Przepraszam, że przerywam, ale po pierwsze ja jestem tu dowodem, że to nie jest zabawa, a po drugie wysiadamy. - Louise spojrzała srogo na Justin'a. Szybko otworzyłam swoje drzwi i wbiegłam do budynku. Było tu cholernie głośno i jak niby w takich tłumach miałam znaleźć Harry'ego? Podeszłam do jednego z okienek. 
- Em, przepraszam.
- Tak? - Kobieta podniosła głowę i skierowała swój wzrok na mnie. 
- Czy samolot do Los Angeles już odleciał? 
- Nie proszę pani, ale lada chwila to zrobi. - Odpowiedziała grzecznie kobieta zsuwając na nos okulary. 
- A czy jest możliwość dostania się na pokład tego samolotu, dosłownie na minutkę? 
- Nie ma takiej opcji. Bardzo mi przykro. 
- Ale ja muszę porozmawiać z Harry'm! - Wrzasnęłam. 
- Tak jak każda inna fanka. - Zobaczyłam fałszywy uśmiech na twarzy tej pani. Pokręciłam głową i wbiegłam w piszczący tłum. 
- Przepraszam, przepraszam. - Powtarzałam co chwilę, pchając się. W końcu udało mi się zobaczyć wysokiego bruneta stojącego naprzeciwko jakiejś dziewczyny i zabierającego jej coś wyglądającego na dziennik. Zaczęłam biec w jego stronę, ale jeden z ochroniarzy złapał mnie w pasie.
- Puszczaj! Ja muszę z nim porozmawiać! Puszczaj! - Krzyczałam tak głośno, że aż zaczęło boleć mnie gardło, ale poskutkowało. Harry odwrócił się gwałtownie w moją stronę. Jego usta uformowały się w literkę "o", a oczy zaczęły błyszczeć. Po chwili na jego ustach pojawił się piękny szeroki uśmiech. On naprawdę mnie kochał. 

***
 Cześć! Dzisiaj przychodzę do Was z nowym rozdziałem! :) I jestem tak podekscytowana, że aushieyrcnaskhxiwe :D hahahaha nie nic.. XD 
Rozdział dzisiaj dedykowany mojej kooochanej Karolince ♥ 
* fragment w liście, który jest wzięty w "*" to przetłumaczone fragmenty piosenki - Half a Heart (oczywiście One Direction) 
WAŻNA INFORMACJA TO TAKA, ŻE ZMIENIŁAM USERNAME NA - @Biebsakamylifee 
PISZCIE JAK WYSZEDŁ ROZDZIAŁ! 
KOCHAM ♥




środa, 22 stycznia 2014

25. "A mysterious chest"

 CZYTASZ=KOMENTUJESZ
 *Ważna notka pod rozdziałem

ROZDZIAŁ DEDYKOWANY- @GivemeHazz

niedziela
Popchnąłem starą furtkę i wszedłem na cmentarz.
- Nienawidzę chodzić wieczorami po cmentarzu. - Lou złapał się mojej bluzy. Zaśmiałem się cicho.
- Aż tak bardzo się boisz?
- A ty nie? Co jeśli zaraz ktoś tu przyjdzie, albo coś?
- Daj spokój, ci ludzie nie żyją, nie mogą nic ci zrobić. - Westchnąłem. Próbowałem uspokoić Louis'a, ale sam się trochę bałem. Nie chciałbym znowu spotkać tego faceta.
- Ty widzisz gdzie idziesz? Tu jest ciemno jak w dupie. - Pokiwałem głową.
- Idź za mną i przestań się srać. Nie masz pięciu lat. - Warknąłem. Chłopak prychnął. Zatrzymałem się przed skrzynią. - Możesz mnie już puścić? Chciałbym włożyć list. - Powiedziałem cicho.
- A, jasne, pewnie - Podszedłem bliżej i wrzuciłem list. Spojrzałem na duży pomnik.
- Pomóż mi. - Wyszeptałem.
- Co ty tam gadasz? - Lou stał koło mnie. Nie widziałem jego twarzy, bo było ciemno, ale z jakiegoś powodu byłem pewien, że marszczy brwi i patrzy na mnie jak na debila.
- Nic nie mówiłem. - Skłamałem.
- Matko, ja już głosy słyszę. Chodźmy stąd, błagam. - Bawiło mnie to, że mój zawsze twardy przyjaciel się teraz boi.
- Dobra, chodź. - Poszedłem przodem. Patrzyłem na ziemie i starałem się omijać kwiaty i krzaki. - No szybciej. - Doszedłem do samochodu i do niego wsiadłem.
- Nigdy więcej - Powiedział Lou, wsiadając do auta. Spojrzałem na niego.
- Jutro przyjdę tu sam. - Odpaliłem auto i odjechałem z piskiem opon.  Spojrzałem w lusterko i zmarszczyłem brwi. Ktoś stał koło furtki? Zamrugałem kilka razy i ponownie zerknąłem w lusterko, ale nikogo tam nie było.Mógłbym przyrzec, że widziałem jakąś postać.

*perspektywa Rosalie

Szłam wąską uliczką, co chwilkę odwracając się lub rozglądając dookoła. Tak naprawdę to przecież nie powinnam się bać miasta, w którym się mieszkałam przez dość długi okres czasu, bo znałam je bardzo dobrze, ale mimo wszystko teraz czułam strach. Co jeżeli zaraz ktoś mnie rozpozna? Spuściłam głowę w dół i zarzuciłam na głowę kaptur. Byłam ubrana na czarno, więc może nikt mnie nie zauważy, zwłaszcza, że na razie jestem tutaj sama. Skręciłam w lewo i troszkę przyśpieszyłam. Usłyszałam pisk opon i zatrzymałam się w miejscu. Czarne auto odjechało spod cmentarza z dużą prędkością. Oddychałam szybko. Kto o tej porze tutaj był? Podbiegłam do furtki i weszłam na cmentarz. Z kieszeni wyjęłam małą latarkę, którą wyciągnęłam przed wyjściem z hotelu z torby Justin'a, zapaliłam ją i zaczęłam szukać odpowiedniego nagrobka. No gdzieś oni muszą tu być!
- Judith, Judith - Szeptałam. Czytałam imiona wyryte w kamieniu, szukając tego najważniejszego dla mnie.  Ominęłam duże, stare drzewo i ustałam przed małym, siwym nagrobkiem. - Jest! -Padłam na kolana. - Cześć mamo. - Powiedziałam cicho. Do oczu napłynęły mi łzy. Nigdy bym nie pomyślała, że może spotkać mnie coś takiego, że będę musiała odwiedzić swoją mamę dopiero na cmentarzu. - Przepraszam cię, mamusiu. - Pozwoliłam, żeby kilka łez spłynęło po moich policzkach. W sumie to nie wiem, dlaczego przepraszałam. Westchnęłam.  - Przepraszam cię za wszystko. - Dotknęłam dłonią zimnego nagrobka i patrzyłam się przed siebie. Poczułam dziwne ciepło, tam w środku, na sercu. Teraz muszę znaleźć Jack'a. - Nie długo wrócę mamo.- Podniosłam się z ziemi i otrzepałam spodnie. Obejrzałam się za siebie i podskoczyłam. Złapałam się ręką za klatkę piersiową. Nie byłam w stanie wydobyć z siebie nawet wrzasku, tylko cicho pisnęłam. Stała za mną starsza kobieta z siwymi włosami.
- Przestraszyłam cię dziecinko? - Jej głos się łamał jak to u starszych ludzi. Dukała.
- Troszeczkę. - Odparłam cicho. Kobieta miała na sobie czerwony płaszcz, a ręce trzymała w kieszeniach.
- Co tu robisz o tej godzinie? - Ledwo zdołałam zobaczyć jej twarz całą w zmarszczkach.
- Przyszłam odwiedzić mamę. - Starsza pani chwiejnie cofnęła się do tyłu.- A pani? Co pani tutaj robi? - Nie doczekałam się odpowiedzi. Kobieta po prostu odeszła. - Niech pani poczeka! - Cała się trzęsłam. Szłam za nią szybko. Nagle oby dwie zatrzymałyśmy się przy dużej skrzyni. - Co to jest? - Zapytałam przestraszona.
- Otwórz. - Kiwnęła głową na skrzynię. Spojrzałam na nią zdezorientowana. Podeszłam do skrzyni i próbowałam ją otworzyć.
- Nie da się. Jest zamknięta. - Wydyszałam. Kobieta podreptała do mnie i podała mi zardzewiały kluczyk. Wzięłam go od niej i otworzyłam skrzynię. Zajrzałam do środka i wyciągnęłam jedną z kopert. - To są listy. - Stwierdziłam. Odwróciłam kopertę tak, aby zobaczyć do kogo jest zaadresowana. - Rosalie - Przeczytałam na głos. Moje oczy się powiększyły. Może to do jakiejś innej Rosalie. Po co ktoś miałby pisać do mnie listy?
- Pięć - Odezwała się starsza pani. - Jest ich jeszcze pięć. Znajdź je. - Wyjmowałam każdy list po kolei. Znalazłam drugi i trzeci i czwarty i piąty. Zamknęłam skrzynię i wyjęłam kluczyk. Odwróciłam się do kobiety, aby oddać jej kluczyk, ale jej już nie było. Gdzie ona jest? - Proszę pani! - Zawołałam. - Proszę pani! - Rozejrzałam się dookoła. Powiedzieć, że byłam przestraszona to za mało, ja byłam przerażona. Gdzie ona się podziała?! Wsadziłam listy do kieszeni bluzy i zaczęłam biec w stronę wyjścia. Dobiegłam do furtki.
- Mój kluczyk - Ktoś odezwał się cicho. Starsza kobieta stała przy jednym z grobów. Zrobiłam parę niepewnych kroków w jej stronę. Podałam jej kluczyk i szybko się oddaliłam. Wyszłam ze cmentarza, nie oglądając się za siebie. Cholera... Kim ona była? Po dziesięciu minutach biegu dotarłam do hotelu. Otworzyłam swój pokój i zamknęłam go na klucz. Zmęczona usiadłam na łóżku. Z kieszeni wyciągnęłam koperty i ułożyłam je obok siebie. Wzięłam jedną do ręki i patrzyłam na nią. Otworzyć czy nie. Co jeśli to nie jest do mnie? Ciężko oddychałam. Jeżeli te listy nie są do mnie, to jutro je zwrócę. Otworzyłam kopertę i wyjęłam list. Zaczęłam czytać.

"Droga Rosalie 
To ja Josh, tak naprawdę to nie Josh, ale o tym dowiesz się zaraz. Piszę ten list, żeby móc powiedzieć Ci całą prawdę i tylko prawdę [...] " 

Trzymałam ten list w ręku i czułam się jak sparaliżowana. Czyli te listy są do mnie. Czytałam dalej. To nie jest Josh, tylko Harry? Kurwa mać.. Harry Styles?! To jest jakiś żart. Prychnęłam. Z każdym kolejnym przeczytanym słowem czułam wielkie poczucie winy. Byłam zaskoczona, wystraszona i smutna. Było mi tak cholernie przykro. Odłożyłam pierwszy list i zaraz otworzyłam drugi.

"Cześć Ros!
To znowu ja - Harry. Mówiłem, że będę pisał, no to dotrzymuję słowa i teraz jest już drugi z siedmiu listów. Posłuchaj.. tęsknię za Tobą. Jest mi trudno bez Ciebie, bez rozmów z Tobą. Piszę tylko listy, na które nie dostaję odpowiedzi. [...] 

Nie powstrzymywałam łez. Pozwoliłam im się wydostać. Te łzy nie były oznaką bezsilności, ale bólu. Czułam się tak okropnie. Zostawiłam go.. samego... Czytając słowa "Błagam wróć" łamie mi się serce. Szybko otworzyłam trzeci list.

"Hej Rosalie
Dzisiaj rano była u mnie policja. Pytali o Ciebie. Zdziwiła mnie jedna rzecz. Oni kompletnie nie wiedzieli dlaczego uciekłaś. Twoja mama zmyśliła tam jakąś historię, że często się buntowałaś i tak dalej, ale ja pomyślałem sobie, że Ty pewnie chciałabyś sprawiedliwości, dlatego też powiedziałem im całą prawdę. [...]" 

Na chwilę zamknęłam oczy. Dzięki niemu policja zna prawdę. Boże, ten człowiek zrobił dla mnie tak wiele.. Szukałam listu czwartego.

"Droga Ros 
Wyjeżdżam za trzy dni, a Ty jeszcze nie wróciłaś.. Tak sobie myślę, że może Lou ma rację. Może Ty wcale nie wrócisz? Nawet jeśli, to mnie już tu nie będzie.. Pewnie nawet nie przeczytasz tych pieprzonych listów.[..]" 

Ten list był chyba najgorszym z przeczytanych przeze mnie dotychczas listów. Oznaczał poddanie. On się poddawał.. Co chwilkę nowe łzy spływały po moich policzkach.

"Cześć Rosalie
Zostały tylko dwa dni. Chyba pomału godzę się z tym, że już Cię nigdy więcej nie zobaczę. Zjebałem i tyle. Każdego wieczoru przed snem, gdy zamknę oczy widzę Twoją twarz.[..]" 

Skończyłam czytać list piąty i zanosiłam się płaczem. Szlochałam głośno. Cholera jasna! Wstałam z łóżka i podeszłam do ściany. Uderzyłam w nią kilka razy i zjechałam po niej na ziemie. W ręku trzymałam list szósty.

"Cześć Rosalie 
Siedzę właśnie z Louis'em i tak sobie rozmawiamy. On bardzo chciał pomóc mi w napisaniu dzisiejszego listu. Powiedział mi dzisiaj dużo ważnych rzeczy dzięki, którym jestem pewien, że jest on moim najlepszym przyjacielem. Uświadomił mi jedną sprawę, że ja poczułem do ciebie coś bardzo silnego. Zakochałem się w Tobie.[...]" 

"Zakochałem się w Tobie" Przeczytałam to na głos. Przełknęłam głośno ślinę. Moje serce biło jak szalone. "Zakochałem się w Tobie" Te słowa dudniły w mojej głowie. Mam tutaj sześć listów, a miało ich być siedem. To znaczy, że został jeszcze jeden. Może nie wszystko stracone! Może jeszcze zdążę przed jego wylotem.

***
1. Żeby Was uspokoić, bo wiem, że myślałyście, że Harry i Ros spotkają się w tym rozdziale, to mogę Was zapewnić, że zrobią to w kolejnym :) ( No bo przecież Ros musiała najpierw znaleźć listy, no nie?)
2. Dostałam pod poprzednim rozdziałem pytanie, ile planuję rozdziałów do końca i chciałabym na nie tu odpowiedzieć, bo myślę, że jest ono dosyć ważne. - To opowiadanie niestety zbliża się ku końcowi, jak z resztą same widzicie. Myślę, że do jego zakończenia zostały może 3/4 rozdziały. Zależy to od tego jak długie one będą i od mojej weny.
Także tego, do następnego :) ♥


niedziela, 12 stycznia 2014

24. "Do you love her?"

CZYTASZ = KOMENTUJESZ 

ROZDZIAŁ DEDYKOWANY - @Lovju69

sobota 

- Dobra, zapytam wprost. - Zaczęła Sue. - Nie chciałabyś odwiedzić mamy? W sensie pojechać na cmentarz? Do Londynu? - Patrzyłam na nią zszokowana. Gdybym tam pojechała to po raz pierwszy w życiu miałabym okazję być na grobie Jack'a. W pomieszczeniu zapanowała cisza. 
- Mówiłem, że nie jest gotowa. - Odezwał się Justin. Wszyscy spoglądali na mnie oczekując odpowiedzi. Kiedyś w końcu musi być ten pierwszy raz. Trzeba pokonać strach i iść dalej. 
- Pojadę tam. - Stwierdziłam. 
- Naprawdę? 
- Tak, dlaczego jesteście tak zdziwieni? 
- Myśleliśmy, że się nie zgodzisz na ten wyjazd. - Powiedziała Sue. 
- No, ale jest jeden problem. Co jeśli ktoś mnie rozpozna? 
- Po to mamy ochronę. - Justin uśmiechnął się szeroko i puścił do mnie oczko. 
- To chyba wszyscy teraz powinniście zacząć się pakować, hm? - Rzekła Pattie. 
- Kiedy mamy wylot? - Zapytałam. 
- Jutro rano, dlatego mama ma rację. Idziemy się pakować. - Odpowiedział Justin. 

niedziela 

*perspektywa Harry'ego
Całą noc zastanawiałem się jak mam napisać ten siódmy list skoro jutro z samego rana wylatuję. Może zrobię tak, że dzisiaj napiszę dwa? Ale to by było nie fair.. Obiecałem pisać codziennie jeden list. Podniosłem się z łóżka i podszedłem do szafy. Przetarłem ręką zaspane oczy. Wyjąłem rzeczy i trzymając je w ręce podreptałem do łazienki. Brałem długi i relaksujący prysznic. Ciekawe co w tym momencie robi Rosalie. Zakręciłem wodę i wytarłem ciało czarnym puszystym ręcznikiem. Założyłem na siebie wcześniej wyjęte ciuchy. Wyszedłem z łazienki kierując się w stronę kuchni, ale zanim tam poszedłem zatrzymałem się przed drzwiami pokoju Louis'a, otworzyłem je i wszedłem do pomieszczenia. Było pusto, całkiem pusto. Bardzo dobrze, że dotarło do niego to co powiedziałem. On jest moim przyjacielem, ale nie pozwolę sobie na takie zachowanie w moim domu. Zbiegłem po schodach. Zrobiłem sobie śniadanie i do tego gorącą kawę. Muszę zadzwonić do tych ludzi, żeby wywieźli resztę moich rzeczy. Mój telefon za wibrował. Otworzyłem wiadomość i zacząłem ją czytać. 

"Cześć, musimy pogadać. Spotkajmy się dzisiaj o 12:00. - Lou" 

Prychnąłem. Zerknąłem na zegarek, który wskazywał godzinę jedenastą.


 "Gdzie?" 

"W parku" 

Westchnąłem. Wstałem od stołu. Wziąłem kluczyki od auta i wyszedłem z domu. Odpaliłem samochód i ruszyłem w wyznaczone miejsce. Zaparkowałem przy szerokiej bramie. Louis stał przy wejściu. Wyglądał na zmęczonego i zmartwionego. Wysiadłem z wozu i podszedłem do przyjaciela.
- Co jest? - Zapytałem.
- Chciałem cię przeprosić, za wszystko.
- Za wszystko to znaczy?
- Gdyby nie mój głupi pomysł wejścia na ten czat nie poznałbyś Rosalie, nie cierpiałbyś i byłbyś szczęśliwy tak jak dawniej. Uwierz mi, ja naprawdę nie wiem co teraz przeżywasz to prawda, bo mam kochającą dziewczynę i w ogóle, ale nie myśl sobie, że nie widzę tego jak to wszystko cię boli. Z początku myślałem, że potrzebujesz czasu, ale teraz wiem, że to nic nie da, bo to nie zmieni twoich uczuć do niej. Chciałbym ci jakoś pomóc, ale nie mam już pojęcia jak. Nie mogę non stop powtarzać ci, że masz o niej zapomnieć. - Głos Lou się łamał. - Słuchaj. Jeszcze nigdy nie widziałem człowieka, który cierpiałby tak jak ty. Jest mi cholernie przykro, że nie jestem w stanie ci pomóc. Kocham cię jak brata i to wszystko boli mnie podwójnie.
- Wiesz..- Urwałem. - To, że byłem w stanie poznać Rosalie było najlepszą rzeczą, która spotkała mnie w życiu. To, że teraz cierpię jest tylko i wyłącznie moją winą. Mógłbym jej powiedzieć kim jestem, ale stchórzyłem i teraz mam za swoje. - Westchnąłem i spuściłem głowę.
- Myślisz, że do jutra wróci? - Spojrzałem na niego. Przygryzłem dolną wargę.
- Nie wróci. - Odchyliłem głowę do tyłu. No jeszcze tego brakowało, żebym się tutaj rozkleił. Wziąłem głęboki oddech. Lou podszedł do mnie i mnie przytulił. Nie wytrzymałem, pozwoliłem, aby kilka łez spłynęło po moich policzkach. Pociągnąłem nosem. - Nie daje już rady. - Powiedziałem cicho.
- Kochasz ją? - To pytanie kompletnie zbiło mnie z tropu. Jestem pewien, że coś do niej czuję, ale czy to jest miłość? Nie odpowiedziałem. - Kochasz. - Stwierdził.
- Nigdy do nikogo nie czułem czegoś takiego. - Przyjaciel uśmiechnął się szeroko.
- Piękne uczucie, prawda? - Pokiwałem głową. - Mogę pomóc napisać ci list?
- Jasne - Uśmiechnąłem się lekko. - Wsiadaj. Pojedziemy do domu. - Chłopak zawahał się. - Louis to nadal jest twój dom. Co moje to i twoje. Przyjaciele na zawsze, pamiętasz?
- Pamiętam. - Oby dwoje wsiedliśmy do auta.

*perspektywa Rosalie

Nasz samolot właśnie lądował. Zapięłam pas bezpieczeństwa.
- No to witaj ponownie w Londynie. - Powiedziała Sue. Spojrzałam na  nią i uśmiechnęłam się. Londyn, miasto, którego kiedyś nienawidziłam, ale tęskniłam za nim. Tęskniłam za tą pogodą, za ludźmi, za moim dawnym życiem, mimo, że było one okropne i za Joshem.
- Wysiadamy. - Odezwał się Justin.Wstałam ze swojego miejsca i podążyłam do wyjścia. Wzięłam swoją torbę i czekałam na pozostałych.
- Zaraz ma być po nas samochód, zawiezie nas do hotelu. - Sue uśmiechnęła się do mnie i wskazała ręką wyjście z lotniska. Poszłam w tamtą stronę.
- To ten samochód. - Justin kiwnął głową na czarne, duże auto z przyciemnionymi szybami zatrzymujące się koło nas. Z wozu wysiadł wysoki mężczyzna i zabrał od nas walizki. Wsiadłam do samochodu i oparłam głowę o szybę. Po dwudziestu minutach drogi dojechaliśmy na miejsce. Wyciągnęłam z bagażnika swoją torbę i weszłam do hotelu. Justin wziął klucze do pokoi i podał jeden mi, a jeden Sue. Poszłam do swojego pokoju i usiadłam na łóżku.

*perspektywa Harry'ego 

Siedzieliśmy z Lou w kuchni i piliśmy herbatę.
- To zaczynamy? - Zapytał. Skinąłem głową. Kartka, koperta i długopis już od dawna leżały na stoliku. - Nie zapomnij jej napisać o tym co czujesz. Napisz to wprost. - Kiwnąłem głową.

List VI
30.06.2013 r.
Cześć Rosalie 
Siedzę właśnie z Louis'em i tak sobie rozmawiamy. On bardzo chciał pomóc mi w napisaniu dzisiejszego listu. Powiedział mi dzisiaj dużo ważnych rzeczy dzięki, którym jestem pewien, że jest on moim najlepszym przyjacielem. Uświadomił mi jedną sprawę, że ja poczułem do ciebie coś bardzo silnego. Zakochałem się w Tobie. Może wydać Ci się to dziwne, bo nigdy z Tobą nie rozmawiałem tak normalnie, nigdy się nie spotkaliśmy na jakimś spacerze i nie porozmawialiśmy, ale za to pisaliśmy ze sobą. Pozwoliłaś mi uwierzyć, że nie jestem sam, że mam wsparcie w Tobie i że zawsze będę je miał. Zakochałem się w mojej Ros. W tej niskiej, niebieskookiej blondyneczce. Dla mnie zawsze już będziesz moją Rosalie, moją śliczną, perfekcyjną Ros, która zawróciła mi w głowie. Nie żałuję tego, że Cię poznałem na tym czacie, bo to była najpiękniejsza rzecz, która wydarzyła się w moim życiu. Kocham Cię taką jaką jesteś i chcę żebyś wiedziała, że zawsze będę Cię kochał, bo moje serce będzie biło już tylko dla Ciebie. Mimo, że będę gdzieś daleko, myślami będę przy Tobie. Takich osób jak Ty się nie zapomina. Mam takie jedno marzenie. Chciałbym jeszcze raz móc Cię kiedyś zobaczyć. Pamiętaj o tym co Ci powiedziałem. Jest na ziemi osoba, która Cię kocha i nigdy nie przestanie, tą osobą jestem ja. 
Harry

- Miałem ci pomóc pisać ten list, a ty w kilka minut zrobiłeś to sam. - Stwierdził Lou.
- Przepraszam. Ja tylko chciałem jej napisać to co czuję. 
- Jedziemy to wrzucić? Trochę boję się chodzić w zmroku po cmentarzu. - Uśmiechnąłem się. 
- Tak, jasne 

*perspektywa Rosalie 

- Um, Sue? - Zapukałam delikatnie do jej drzwi. 
- Wejdź. - Zawołała. Uchyliłam drzwi i weszłam do środka. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. 
- Kiedy idziemy na ten cmentarz? - Szczerze mówiąc chciałabym mieć to już za sobą. Strasznie się boję. 
- Razem z Justin'em ustaliliśmy, że zawieziemy cię tam jutro. Dzisiaj powinnaś odpocząć po podróży. - Sue wyszła z łazienki z ręcznikiem zawiniętym w turban na głowie i w szlafroku. 
- Mhm, okej - Mruknęłam. - To ja już pójdę. 
- Czekaj. Wszystko w porządku? 
- Tak, tak, masz rację jestem troszkę zmęczona i powinnam odpocząć. Pójdę się położyć. Spotkamy się jutro na śniadaniu? 
- Oczywiście. - Dziewczyna posłała mi swój piękny uśmiech. Wyszłam z jej pokoju i wróciłam do siebie. Mam tam pójść dopiero jutro? Nie wytrzymam z nerwów. Nie ma mowy, żebym czekała do jutra. Pójdę tam jak się ściemni. Chociaż w sumei nie wiem czy to dobry pomysł spacerować po cmentarzu w nocy. Dobra, koniec i kropka, już postanowione idę tam wieczorem. 

***
Hej kochani :) 
Mamy już 24 rozdział i jak widzicie spotkanie Ros i Harry'ego jest coraz bliżej. Mam taki zarąbisty pomysł na to spotkanie, ale to w następnych rozdziałach się dowiecie :) 
Wiem, że rozdział miał być w tamtym tygodniu, ale zachorowałam i nie miałam siły go napisać. Mam nadzieję, że mi wybaczycie moje opóźnienie. 
Chciałabym podziękować wszystkim osobą, które są ze mną, wytrzymują ze mną i podtrzymują mnie na duchu. Chodzi mi o osoby, który dzielnie komentują i stosują się do zasad na tym blogu. ♥ Tak, więc dziękuję Wam bardzo :) 
Sprawa dodatkowa to taka, że założyłam nowego bloga. Z nieco inną fabułą, ale z bohaterem tym samym czyli z Harry'm. Prośba moja do Was jest taka, żebyście zachęcali swoich znajomych, którzy oczywiście lubią 1D i chętnie czytają blogi do przeczytania prologu - Link do nowego bloga 

To do następnego! ♥ Paa 











sobota, 28 grudnia 2013

23 "Return?"

PRZECZYTAJ NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM!

 CZYTASZ = KOMENTUJESZ


ROZDZIAŁ DEDYKOWANY - @czekaj_kinga

sobota 

Odkąd dałem list Lou i kazałem mu go zanieść nie mam z nim żadnego kontaktu. Nie wrócił na noc do domu, nie odbiera telefonu. Nawet pojechałem na ten cmentarz i go szukałem, ale nie było tam nikogo, ani jednego człowieka. Dzwoniłem do reszty chłopaków, ale nikt z nich nie ma pojęcia gdzie jest Louis, a Niall nawet nie raczył odebrać telefonu. A jeśli coś mu się stało? Jeśli ten dziwaczny mężczyzna coś mu zrobił? Napisałem chyba ze sto sms'ów do Eleonor, ale ona nie odpisała mi na ani jednego. Chodziłem po tarasie z telefonem w dłoni. Dzwonić na policję? Nie wiem już co mam robić! Usiadłem na ziemi. Cholera jasna! Wpisałem numer alarmowy i zadzwoniłem.
- Witam, chciałbym zgłosić zaginięcie osoby.
- Proszę najpierw o pańskie dane.
- Harry Styles
- Czy pan robi sobie żarty?! To nie jest zabawne!
- Słucham?! Chciała pani moje dane to podaje! Zaginął mój przyjaciel. Nie wrócił na noc do domu. Nie wiem co się z nim dzieje i .. - Usłyszałem jak zamek w drzwiach się przekręca. Odwróciłem głowę. - Ym, mogłaby pani chwilkę poczekać?
- Proszę pana, ja nie mam czasu na jakieś żarty. Wie pan co może się dziać akurat w tej chwili? - Do domu wszedł rozbawiony Lou, a zaraz zanim Eleonor.
- Dobrze, więc zgłoszenie nie aktualne. - Rozłączyłem się.
- Stary, czemu siedzisz na środku tarasu? - Louis zaśmiał się głośno. Spiorunowałem go wzrokiem.
- Gdzie byłeś? - Zapytałem wściekły.
- On był ze mną. - Wtrąciła się towarzyszka Lou.
- Nie Ciebie pytam! - Syknąłem.
- Ej, ej ,ej spokojnie, byłem bezpieczny.
- Jesteś chory - Pokręciłem głową.
- O co Ci chodzi?
- O to, że kurwa dzwoniłem do Ciebie tyle razy, a Ty nie odbierałeś! Martwiłem się! Nie wróciłeś na noc do domu!
- Nie muszę Ci się spowiadać gdzie idę, z kim i o której wrócę! - Poczułem się tak jakby ktoś mi dał w twarz. Poczułem się kompletnie nie potrzebny, bezużyteczny taki, taki do niczego.
- Masz rację. - Powiedziałem. - Nie muszę Cię pilnować.
- No właśnie
- Zabieraj swoje rzeczy. - Uśmiechnąłem się szeroko.
- Co? - Louis zrobił zdziwioną minę.
- To co słyszałeś. Zabieraj swoje rzeczy. - Odpowiedziałem znudzonym głosem.
- Ale gdzie ja pójdę? Czyś Ty oszalał?
- Do niej? - Wskazałem palcem na Eleonor stojącą przy komodzie i przeglądającą moje rzeczy. - Mama Cię nie nauczyła, że nie dotyka się cudzych rzeczy? - Warknąłem. Dziewczyna szybko odłożyła kartkę, którą trzymała w ręku i podeszła do Lou. Wymienili między sobą spojrzenia. Ominąłem ich i chwyciłem mój notatnik. - Do wieczora ma Cię tu nie być. - Powiedziałem. Wyszedłem z domu trzaskając drzwiami. Ja kuźwa nie rozumiem. Jak można zachowywać się tak bezmyślnie? Nie spałem całą noc, bo czekałem na tego idiotę. Bałem się o niego, a ten co? Palant.. Wsiadłem do samochodu i z piskiem opon odjechałem.

*Perspektywa Rosalie 

Obudziłam się przytulona do czegoś bardzo miękkiego. Usiadłam na łóżku. Koło mnie leżał duży, brązowy miś z ogromną kokardą na szyi. Uśmiechnęłam się lekko. Zeszłam z łóżka i pobiegłam do pokoju Justina. Cichutko otworzyłam drzwi  i weszłam do środka. Rozejrzałam się po pomieszczeniu, ale nikogo w nim nie było.
- Szukasz kogoś? - Pattie stała z założonymi rękoma na klatce piersiowej.
- Um, gdzie jest Justin?
- Wyszedł wcześnie rano. - Odparła.
- Mhm - Było mi głupio po wczoraj. To wszystko co powiedziałam było okropne, wiem. - Przepraszam. - Pattie uśmiechnęła się ciepło.
- Nie masz za co skarbie. - Podeszłam do kobiety i przytuliłam ją mocno. - Zmykaj się ubrać i zejdź na śniadanie. Zrobiłam naleśniki. - Powiedziała wesoło. Pokiwałam głową i pobiegłam do pokoju. Szybko się ubrałam i rozczesałam włosy, które zaplotłam w warkoczyka. Zeszłam na dół.
- A Sue i Tom? Wrócili do siebie do domu?
- Tom pojechał do domu, a Sue została i wyszła z Justinem.
- A ten miś?
- Jaki miś?
- No obudziłam się koło wielkiego misia.
- Nie mam pojęcia skarbie. - Wzruszyłam ramionami i zaczęłam jeść.
- Em, Pattie?
- Tak?
- Opowiesz mi o.. o mamie? - Oczy kobiety rozbłysły.
- Oczywiście, jeśli tego chcesz, to pewnie. - Uśmiechnęłam się do niej.

*Perspektywa Harry'ego 

Siedziałem w kawiarni i popijałem kawę. Mam serio już wszystkiego dosyć. Nienawidzę siebie, swojego życia i wszystkich dookoła! Chciałbym uciec, tak jak zrobiła to Ros, ale chyba nie dał bym rady. Położyłem notatnik na stole, otworzyłem go i wyrwałem kartkę. Przeszukałem kieszenie bluzy i wyjąłem z jednej długopis.
List V
29.06.2013r.
Cześć Rosalie

Zostały tylko dwa dni. Chyba pomału godzę się z tym, że już Cię nigdy więcej nie zobaczę. Zjebałem i tyle. Każdego wieczoru przed snem, gdy zamknę oczy widzę Twoją twarz. Widzę Ciebie. Moje serce bije wtedy jak szalone, aż czasami boję się sam o siebie. Może zapomnę, co? Wiesz... tak naprawdę w LA zacznę nowe życie. Może spotkam kogoś kto mnie pokocha takim jakim jestem? Nie moje pieniądze, a mnie, mnie całego. Nie wiem czy znajdę taką kobietę. Tylko, że ja najbardziej boję się o to, że nie zdołam o Tobie zapomnieć, że cały czas będziesz w mojej głowie, tak jak teraz. Chcę żebyś wiedziała, że nikt nigdy nie oczaruje mnie tak, jak zrobiłaś to Ty. Jesteś cudowną dziewczyną i zazdroszczę facetowi, który Cię będzie miał. Szczerze? Jeśli kiedyś w przyszłości zobaczyłbym Cię z mężem i gromadką dzieci to uwierz mi, że bym umarł. Bo przecież uczucia nigdy nie wyparują. Zawsze będziesz dla mnie ważna. Powiedziałbym, że nawet najważniejsza. Przepraszam, że się poddaję, że już nie wierzę w to, że wrócisz. Że nie wierzę już w nas. Przepraszam.. 

Harry 

Odłożyłem długopis i zacząłem się rozglądać. 
- Przepraszam? - Zawołałem. Kelnerka podeszła do mnie i spojrzała na mnie wyczekująco. 
- W czym mogę pomóc? 
- Ma pani może kopertę? 
- Zaraz poszukam. 
- Dobrze, dziękuję. - Może powinienem zrobić wokół siebie jakieś zamieszanie? Żeby media się tym zainteresowały? Może wtedy przez to wszystko chociaż na chwilkę wyrzucę Rosalie z pamięci?
- Proszę. - Kelnerka położyła na stoliku białą kopertę i uśmiechnęła się szeroko. 
- Dziękuję 
- Nie chcę być wścibska ani nie grzeczna, ale napisał pan list, prawda? 
- No tak 
- Jeśli mogę panu coś powiedzieć, to chyba tylko tyle, że dziewczyna ma szczęście i pewnie bardzo pana kocha. 
- Ona mnie nie zna. - Spuściłem głowę. - Czekam na nią, może wróci. 
- Wróci.. jestem pewna, że wróci i pokocha. - Spojrzałem w oczy tej kobiety i zobaczyłem w nich troskę.- Muszę wracać do pracy. Powodzenia! 
- Dziękuję - Wyszeptałem. Włożyłem list do koperty, na której napisałem "Do Rosalie",wstałem i zostawiłem pieniądze za kawę po czym wyszedłem.

*Perspektywa Rosalie 

- Jesteśmy! - Zawołał Justin wchodząc do domu. Zerwałam się z kanapy przerywając tym samym opowieść Pattie i pobiegłam do chłopaka. 
- Justin! - Przytuliłam się do niego, a on cicho się zaśmiał. 
- Tęskniłaś? - Zapytał rozbawiony. 
- A wiesz, że tak? 
- Wiedziałem. - Puścił do mnie oczko. 
- Cześć Sue. - Przywitałam się i podeszłam do siostry. 
- A hej Ros! - Dziewczyna pocałowała mnie w policzek.
- Gdzie wy tak długo byliście? 
- A tu i tam.. 
- Załatwialiśmy samolot i ochronę. - Odpowiedział Justin, który szperał w lodówce. 
- Po co? 
- Może usiądziecie? - Zapytała Pattie wychodząc z salonu.
- Z chęcią. - Usadowiłam się w fotelu. 
- To po co ta ochrona? 
- I samolot. - Dodał Justin przeżuwając kawałek bułki.
- Tak, ochrona i samolot. 
- Dobra, zapytam wprost. - Zaczęła Sue. - Nie chciałabyś odwiedzić mamy? W sensie pojechać na cmentarz? Do Londynu? 

***
Chciałabym przypomnieć, że obowiązuje nas pewna zasada.-  Wy komentujecie ja dodaję rozdział. 
Dlaczego się do niej nie stosujecie? 
Oczywiście nie mówię tu o wszystkich :) 
Powiem tak: JEŚLI NADAL BĘDZIE TAK JAK JEST TERAZ TO PRZYKRO MI, ALE ROZDZIAŁY BĘDĄ SIĘ POJAWIAŁY RAZ W MIESIĄCU. JEST MI CHOLERNIE PRZYKRO, ŻE MNIE NIE DOCENIACIE. JA SIĘ STARAM PISZĘ TO DLA WAS, A WY MACIE TO ZA PRZEPROSZENIEM W DUPIE. 
To tyle, cześć

poniedziałek, 23 grudnia 2013

22. "The real story"

ROZDZIAŁ DEDYKOWANY - @GosiaGlebocka

Piątek

Nie, to jest kompletnie nie możliwe. Co niby ja miałabym robić na tym zdjęciu z tą kobietą? Nie, nie to na pewno nie jestem ja. Przecież jak dzieci są małe, to są do siebie podobne, prawda? Zaśmiałam się nerwowo. Przewróciłam kolejną stronę albumu, który już po chwili leżał na podłodze. Moje ciało zaczęło drgać. Porozrzucałam wszystkie fotografie po pomieszczeniu. Gdzieś tu musi być imię tego dziecka! Cholera, no! Ze złości i frustracji kopnęłam kanapę. Upadłam na kolana. Ja mam schizy.. Potrzebuję lekarza, jak najszybciej muszę się dostać do jakiegoś specjalisty, bo inaczej zwariuję.
- To nie jesteś ty Rosalie, to nie jesteś ty. - Szeptałam. Podniosłam z ziemi jedno ze zdjęć, jeszcze raz uważnie mu się przyglądając. No zadziwiające podobieństwo. Boże..
- Halo, mamo? Przyjedź jak najszybciej. Ros wie. - Usłyszałam za sobą głos Justina. Co do cholery wiem?! O co tu chodzi?! Chłopak podszedł do mnie bliżej, ale ja się cofnęłam. - Ros spokojnie.
- Kim ona jest?! - Wrzasnęłam. Pokazałam mu zdjęcie kobiety. - Kim? - Justin spuścił głowę. Nie odpowiedział nic, zupełnie nic. - No kim?!
- Twoją mamą! - Krzyknął. Do moich oczu napłynęły łzy. Obraz gwałtownie mi się zamazał. Ale, jak to? Co z moją mamą w Londynie? Co z moim tatą?! Oddychałam głośno i głęboko.
- Ty żartujesz, prawda? - Mój głos się łamał. Ledwo stałam na nogach, które miałam jak z waty. Chłopak pokręcił głową.
- A tata? Mój tata to Jack, tak? To Jack!
- Twój tata to Tom.
- Nie! - Wrzasnęłam. - Nie!
- Przykro mi.  - Miałam ochotę wygarnąć mu wszystko. Powiedzieć o tym, jakie krzywdy musiałam znosić w tamtym domu przez te wszystkie lata, podczas gdy moi prawdziwi rodzice żyli sobie szczęśliwie. Nie obchodziłam ich wcale! Mieli mnie w dupie! Oddali mnie obcym ludziom, żeby pozbyć się problemu! Jak tak można?! Ominęłam chłopaka i na drżących nogach pobiegłam do pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz. Mogłabym przysiąc, że jeszcze nigdy w moim gównianym życiu nie czułam się tak jak teraz. Śmierć "ojca", "matka" tyran, nigdy bym nie pomyślała, że może być jeszcze gorzej, a tu nagle takie coś. Wszystko było jednym wielkim kłamstwem! Rzuciłam się na łóżko. Byłam cała zalana łzami, ale to teraz nie miało znaczenia. Jak oni mogli mi to zrobić? No jak?!
- Rosalie, otwórz drzwi, proszę. - Justin miał smutny ton.- Proszę Cię, to nie tak, Rosalie, proszę!
- Co nie tak, co nie tak?! Jestem śmieciem! Rozumiesz?! Czuję się jak gówno! Idź stąd! - Szlochałam.
- Rosalie..
- Idź! - Wrzasnęłam. Nie potrafię zrozumieć dlaczego ja w ogóle tutaj jestem. To wszystko przez Sue. To ona mnie namówiła na przyjazd tutaj! Mam ich wszystkich dosyć. Czemu nie mogę żyć normalnie? No czemu?! Jeszcze nigdy nie spotkało mnie nic dobrego, nigdy.. Zawsze wszystko mi się waliło i tak już będę miała chyba do końca.. Tak sobie myślę, że śmierć byłaby najlepszym sposobem na rozwiązanie tych wszystkich problemów i kłopotów.
- Ros, to ja Pattie. Kochanie otwórz drzwi.
- Nienawidzę was! Was wszystkich! - Wyciągnęłam z pod łóżka walizkę i zaczęłam wrzucać do niej swoje rzeczy. Nie mogę tu dłużej zostać, nie po tym wszystkim.

*perspektywa Justin'a

Słyszałem jej szloch. Widziałem jej łzy. To nie miało wszystko tak wyglądać. Mieliśmy ją tylko odnaleźć i się nią zaopiekować. Szczerze? Wolałbym, żeby nie wiedziała o Judith. Wiem, że to jej matka, ale to co się teraz dzieje jest totalną tragedią. Ja widzę jak Rosalie się rozpada..
- Gdzie ona jest?! - Usłyszałem stukanie obcasów i delikatny, damski głos.
- Na górze. - Odpowiedziałem wyłaniając się zza rogu pokoju. Moje oczy napotkały śliczną brunetkę. Na jej twarzy malowało się zdziwienie, ale i smutek? Tak dawno jej nie widziałem. Tęskniłem.. - Sue - Dziewczyna kiwnęła głową, zmierzyła mnie wzrokiem i ruszyła na górę. To chore, że kiedyś byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, a teraz? Jestem dla niej nikim. Ona mnie nienawidzi. Zaraz za nią do domu wszedł wysoki mężczyzna.
- Witaj Justin. - Przywitał się ze mną. Spojrzałem na niego oczami pełnymi nienawiści. Zawsze go nie lubiłem i nawet nie starałem się polubić. Znosiłem tego faceta tylko dlatego, że był ojcem mojej najlepszej przyjaciółki. Dlaczego żywię wobec niego takie uczucia? Odpowiedź jest prosta. To przez Rosalie. Do tej pory nie potrafię zrozumieć dlaczego on i Judith to zrobili. Mogli postąpić zupełnie inaczej.. Wiem, że było im trudno, ale no kurde, żeby oddać swoje własne dziecko?!
- Dzień dobry panu - Odparłem chłodno. Mężczyzna uśmiechnął się lekko i podążył za córką, a ja pobiegłem za nimi. Ten gość zachowuje się tak jakby nic się nie stało. Co za palant..
- To ja Sue. - Dziewczyna zapukała do drzwi, czekając na odpowiedź.
- Nie chcę Cię widzieć! Odejdź! - Ten zdesperowany ton głosu Ros łamał mi serce. Miałem ochotę ją przytulić i płakać razem z nią. 
- Ale Ros.. - Sue wzięła głęboki oddech i ze świstem wypuściła powietrze.Wymieniła z Tomem spojrzenia.  - Jestem Twoją przyjaciółką, martwię się. - Zamek w drzwiach się przekręcił, a już po chwili zostały one otwarte.  Zobaczyłem zapłakaną blondynkę z rozczochranymi włosami. Oczy miała zaczerwienione, a policzki lekko różowe. - Rosalie, nareszcie. - Sue podeszła bliżej. Wyglądało na to, że chciała przytulić przyjaciółkę, ale Ros się cofnęła.
- Nie dotykaj mnie. - Syknęła.
- Jestem Twoją siostrą. Nie bądź dla mnie taka. Przez tyle czasu Cię szukaliśmy. Chcieliśmy Cię odzyskać. Rozumiesz? Chcieliśmy, żebyś do nas wróciła. - Ros prychnęła.
- Posłuchaj mnie teraz uważnie. - Zaczęła. - Przez tyle lat żyłaś sobie pięknie i cudownie. Miałaś duży dom, kochającą rodzinę i przyjaciela, na którym mogłaś zawsze polegać. Wszyscy Cię szanowali i lubili. Miałaś wszystko co chciałaś. A ja? Ja nie miałam nic! Zupełnie nic! Ty żyłaś moim życiem! Rozumiesz do cholery?! Moim! Jak mogłaś mnie tak oszukać? Udawać taką biedną i skrzywdzoną przez Justin'a i los? Ty nie wiesz co to znaczy być skrzywdzonym! Nigdy tego nie zrozumiesz!
- Ja..
- Zamknij się! Teraz ja mówię! Nie chcę Cię znać. Jesteś dla mnie nic nie wartym gównem. - Stałem tam i nie wiedziałem co mam robić. Rosalie prawie dławiła się łzami, a Sue wyglądała tak jakby zaraz miała również się rozpłakać. A Tom? Stał niewzruszony. Co jest z nim do cholery nie tak?  - Nigdy więcej nie pokazuj mi się na oczy! Wy wszyscy jesteście cholernymi kłamcami! Tak bardzo was nienawidzę! Popieprzeni ludzie! - Nie wytrzymałem. Ruszyłem w stronę Rosalie. Zrobiłem to wszystko tak szybko, że dziewczyna nie zdążyła zareagować. Przytuliłem ją mocno do siebie. Ros rzucała się na wszystkie strony, chcąc się wydostać, ale ja nie dawałem za wygraną. Trzymałem ją i nie zamierzałem puścić. Nie zdawałem sobie sprawy z tego, że łzy spływają po moich policzkach. Pociągnąłem nosem.
- Cii, już dobrze. - Uspokajałem ją.
- Ja muszę uciekać. Muszę uciekać. - Szeptała.
- Daj sobie najpierw wszystko wyjaśnić. Po co tak dramatyzujesz? Stało się coś? Nie wydaje mi się. Jestem twoim ojcem, a Sue twoją siostrą powinnaś się cieszyć, a nie ryczeć jak jakieś głupie dziecko. - Warknął Tom.
- Tato! - Krzyknęła Sue, piorunując go wzrokiem.
- No co? Taka prawda. - Miałem ogromną ochotę przyjebać temu facetowi, ale zamiast tego mocniej przytuliłem Ros i zacząłem śpiewać jej do ucha jedną z moich piosenek.
- Dlaczego taki jesteś?
- Może dlatego, że ona strasznie przypomina mi Judith? Pogodziłem się z jej śmiercią, ale Ty uparłaś się, żeby szukać Rosalie. Wy nie rozumiecie, że ona jest tak podobna do swojej matki. Boję się, że jeśli znowu się przyzwyczaję i znowu ją stracę to tego nie przeżyję. Rozumiecie?!  Z resztą, po co ja wam to mówię? Jesteście tylko bandą dzieciaków. Nie wiecie co czuje człowiek, który traci osobę, którą kocha. Wy nic nie wiecie. Nic! - Zaczynam rozumieć, dlaczego Tom zawsze był taki, taki dziwny. On nigdy nie pogodził się ze śmiercią żony. Ukrywał swój ból tak bardzo jak tylko mógł.
- Chcę znać prawdę, całą prawdę. - Odezwała się Ros.
- Ja Ci wszystko opowiem, jeśli mi obiecasz, że nas znowu nie opuścisz. - Sue stała i wpatrywała się w Rosalie dużymi oczami.
- Ty wiesz? - Blondynka zwróciła się do mnie. Pokiwałem głową. - Opowiedz.
- Dobrze - Oderwałem się od Ros, złapałem ją za rękę i razem usiedliśmy na łóżku. Zastanawiałem się jak mam zacząć. Tą historię słyszałem od mamy i nie wiem czy stało się tak jak ona mi to opowiedziała.
- Zaczynaj.
- Judith i Tom byli wspaniałym małżeństwem. - Zerknąłem na mężczyznę, który wpatrywał się w widok za oknem. - Poznali się w latach szkolnych. Tom bardzo o nią zabiegał, ale Judith nie była co do niego przekonana. Z czasem jednak zaczęła się mu otwierać. Zakochali się w sobie. Rodzice Judith byli przeciwni temu związkowi, dlatego Judith i Tom twierdzili, że pozostaną w ukryciu. O ich związku wiedziały tylko dwie osoby. Moja mama i przyjaciel Toma.
- Jack. - Wtrącił mężczyzna.
- Tak, Jack. - Przytaknąłem. - Pewnego dnia rodzice Judith przyłapali ją i Toma jak się całowali. Kobieta dostała zakaz spotykania się ze swoim chłopakiem, ale mimo wszystko potajemnie wymykała się późnymi wieczorami, żeby się z nim zobaczyć. Gdy oby dwoje skończyli wiek pełnoletni. Postanowili się pobrać. Rodzice dziewczyny nie wyrazili zgody na ślub. Uważali, że Tom nie jest dobrym kandydatem na męża. W między czasie Judtih dowiedziała się, że jest w ciąży i razem z Tomem oznajmili to rodzicom.
- Byli zbulwersowani tym faktem i kazali jej usunąć dziecko. Twierdzili, że jest za młoda na bycie matką i że ja nie zdołam jej utrzymać. Zgodzili się na ślub, ale jednym z ich warunków było oddanie dziecka po urodzeniu do jakiś obcych ludzi. Judith była temu przeciwna, ale ją przekonałem. Wzięliśmy ślub. A Ciebie oddaliśmy Jack'owi i jego żonie. To nie było dla nas łatwe. Z początku Cię odwiedzaliśmy, ale z czasem przestaliśmy to robić. Stwierdziliśmy, że lepiej będzie jak o nas nie będziesz nic wiedziała.  - Dokończył za mnie Tom. Ros siedziała z otwartą buzią.
- Jak to możliwe, że Sue jest moją siostrą? - Zapytała po chwili.
- Nie jestem rodzoną córką Toma. On jest moim ojczymem. - Odpowiedziała brunetka.
- Nie zdradziłem Twojej mamy Ros.. Za bardzo ją kochałem. Tego dnia kiedy jechała razem z Jack'iem po Ciebie miałem złe przeczucie.
- To ona jechała z moim ta.. to znaczy z Jack'iem tym samochodem? - Pokiwałem głową. - Ona chciała mnie zabrać tutaj?
- Tak, chcieliśmy Cię z powrotem. - Rosalie wstała z łóżka i podeszła do Toma. Przytuliła się do niego, a mężczyzna pocałował ją w czoło. - Przepraszam Cię Ros..

***
Hejka ;)
Przepraszam, że tak długo nie było rozdziału, ale mam teraz dość trudny okres.. do tego szkoła i w ogóle.. Powiem tylko tyle, że nie jest ze mną za dobrze.. ale to tam..
Co sądzicie o rozdziale? Wyjaśniło się wszystko?
Przesyłam buziaki xx do następnego ♥

niedziela, 15 grudnia 2013

ZWIASTUN

Cześć kochani :) W końcu mamy zwiastun!
http://www.youtube.com/watch?v=cyfM7xGPaHQ&feature=youtu.be

Rozdział pojawi się w przyszłym tygodniu ^.^  

niedziela, 1 grudnia 2013

21. "It's me?! "

 Przeczytajcie notkę pod rozdziałem :)

ROZDZIAŁ DEDYKOWANY - @__sylwia_

piątek 

- Jack, jesteś pewien, że to dobry moment? 
- Musisz w końcu powiedzieć jej prawdę! Ona musi się dowiedzieć!
- Ale to jest jeszcze dziecko... 
- Posłuchaj, ona tam dłużej nie wytrzyma. Mimo, że jest dzieckiem to uwierz mi, że rozumie naprawdę dużo. Jest mądrą dziewczynką. Judith, musisz to zrobić. 
- Boję się, Jack. 
- Judith..
- Boję się, że Rosalie tego nie zniesie! Ty nie rozumiesz. Proszę Cię, nie jedź tak szybko, jest ślisko. 
- Błagam Cię, kobieto! Ona się ucieszy! Znam ją bardzo dobrze, to moja córka! 
- No nie zupełnie.. Zwolnij, prosiłam przecież! 
- To ja ją wychowywałem, uczyłem życia i byłem przy niej zawsze gdy tego potrzebowała, a teraz kolej na Ciebie.
- Zabiorę ją do domu. 
- Wywieziesz ją stąd? 
- Tak do Kanady. Tom również się niecierpliwi. 
- Em, myślę, że to dobry pomysł. 
- Ale co z Tobą? Dasz sobie jakoś radę? 
- Będę ją odwiedzał, jeśli w ogóle ona będzie chciała mnie znać. 
- Ona Cię kocha. 
- Ja ją też. 
- Błagam, zwolnij! 
- Daj spokój, Judith. Jestem dobrym kierowcą. 
- Wiem, ale.. Boże! Jack, uważaj! 

*Perspektywa Rosalie

Szłam długą dróżką, otoczoną różnego rodzaju kwiatami. Chciałam jak najszybciej dostać się do czarnej ławeczki, która stała pomiędzy dużymi drzewami. Zaczęłam biec. Promyki słońca muskały moją twarz i całe ciało. Spojrzałam w dół. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że jestem tylko w za dużej koszulce do spania i krótkich spodenkach, a moje stopy są zupełnie bose. Wytężyłam swój wzrok i spostrzegłam jakiegoś człowieka siedzącego niedaleko miejsca, do którego podążałam. Przebiegłam obok niego, nawet nie zwracając większej uwagi na tą osobę. Usiadłam na ławeczce. Wiatr rozwiewał moje włosy. Zamknęłam oczy i odchyliłam głowę do tyłu. 
- Dlaczego mnie zostawiłaś? - Usłyszałam męski, lekko zachrypnięty głos. Usiadłam prosto i od razu napotkałam śliczne, zielone diamenciki wpatrujące się we mnie. 
- Przecież tu jestem. - Odparłam. Chłopak zajął miejsce koło mnie. - Jak mnie tu znalazłeś? - Harry wzruszył ramionami. 
- Nie wiem. Ja po prostu zasnąłem i ..
- I znalazłeś się tutaj. - Przerwałam mu i dokończyłam za niego. Chłopak pokiwał głową. 
- To zupełnie tak jak ja. - Zmarszczyłam czoło. 
- Ros? 
- Tak? 
- Chciałbym Ci coś powiedzieć. 
- No to mów, słucham. 
- Ja.. 
- Ej blondi, wstawaj. - Ktoś wymruczał do mojego ucha. - Śniadanko czeka.
- Harry? - Zapytałam pełna nadziei. Tak bardzo nie chciałam, aby mój sen się kończył. Pragnęłam jak najdłużej być przy nim i z nim, z Harry'm.
- To ja, Justin. - Otworzyłam swoje zaspane oczy.
- A, Justin.. daj mi spać. - Przekręciłam się na drugi bok, odwracając się plecami do chłopaka.
- Ale ja zrobiłem dla Ciebie śniadanie.
- Ty? Chyba raczej Pattie.
- Czy to ważne kto? Kawa Ci stygnie.
- Dobra, dobra, już. - Usiadłam na łóżku. Wzięłam do ręki kubek z kawą i upiłam łyk. Dlaczego to był tylko sen? Dlaczego Harry twierdził, że to właśnie jego zostawiłam? Skąd on znał moje imię?

*Perspektywa Harry'ego

List IV
Londyn 28.06.2013 r. 
Droga Ros 
Wyjeżdżam za trzy dni, a Ty jeszcze nie wróciłaś.. Tak sobie myślę, że może Lou ma rację. Może Ty wcale nie wrócisz? Nawet jęsli, to mnie już tu nie będzie.. Pewnie nawet nie przeczytasz tych pieprzonych listów. Jestem idiotą. Mogłem od razu powiedzieć Ci kim naprawdę jestem i teraz nie było by tej całej szopki z tymi listami. Miałem okazję z Tobą porozmawiać, ale jak zwykle stchórzyłem. A teraz? Teraz jestem, kurwa sam. Nie ma Cię przy mnie, a mnie nie ma przy Tobie. Śniło mi się coś dziwnego, byłaś tam Ty i ja i rozmawiałem z Tobą. Szkoda, że to był tylko zwykły i nic nie warty sen. Coś co jest faktem to to, że wszystko nam pękło jak mydlana bańka. Było super, fajnie, pięknie. Długie rozmowy i wzajemne zrozumienie, przyjaźń i nagle BUM, nie ma nic. Nie wiem, czy jest sens powtarzać to po raz kolejny, że tęsknię i tak dalej.. bo chyba to już powinnaś wiedzieć. Pamiętaj. Zostały trzy dni, tylko trzy krótkie dni.. 
Harry 

Zbiegłem na dół. 
- Lou? 
- Co? - Chłopak odwrócił się do mnie przodem. 
- Zrobiłbyś coś dla mnie? 
- No dobra, ale co? 
- Zanieś ten list na cmentarz i wrzuć do takiej dużej skrzyni. - Pokazałem mu kopertę. Nie chciałem tam iść i znowu spotkać tego chorego mężczyznę. Na samą myśl o nim dostaję dreszczy. Louis zrobił zdziwioną minę, ale przytaknął. - Dzięki. - Podałem mu list i z powrotem pobiegłem do sypialni. Tracę nadzieję i wiarę, a to chyba najgorsze co może być.. 

* Perspektywa Rosalie 

Siedziałam na łóżku Justina i oglądałam kreskówki. Między czasie zajadałam duże łyżki lodów waniliowych. które przyniósł chłopak zanim gdzieś wyszedł. Z tego co wiem, to reszty domowników również nie ma. Pojechali do jakiś znajomych i wrócą późnym wieczorem, więc jestem sama. Tęsknię za Sue.. Nie mam z nią żadnego kontaktu, nie wiem co u niej i Toma. Mam już serdecznie dosyć ukrywania. Kompletnie nie rozumiem tej durnej policji. Uwierzyła w jakąś zasraną bajeczkę mojej mamusi, no świetnie. Zeszłam z łóżka i wyszłam z pokoju. Zbiegłam do salonu. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. W rogu pokoju stał wysoki regał. Podeszłam bliżej. Chwyciłam jedną z książek i podreptałam do sofy, na której po chwili usiadłam. Otworzyłam książkę i moje usta uformowały się w literkę "o". To nie była książka, a album ze zdjęciami i krótkimi opisami po bokach! Na jednym ze zdjęć był mały Justin, na drugim Pattie, a na trzecim jakaś blondynka. Dokładnie się jej przyjrzałam. Dziwne.. można by powiedzieć, że była podobna do mnie. Miała taki sam kolor włosów i oczu. Nawet jej rysy twarzy odpowiadały moim. Przeczytałam mały opis umieszczony koło fotografii. 

" Judith- moja najlepsza, najwspanialsza i najpiękniejsza przyjaciółka. " 

Judith? Przewracałam kolejne strony w poszukiwaniu tej kobiety. Znalazłam Pattie przytulającą tą całą Judith, a po chwili natknęłam się na zdjęcie jej i Toma? 

" Judith i Tom - Najpiękniejszy dzień w ich życiu, ślub i wesele." 

To znaczy, że ona była żoną Toma? Ale jak to? A co z mamą Sue? Spojrzałam niżej i zamarłam. 

" Judith i jej mała córeczka" 

To jest niemożliwe! Przecież, przecież... przecież to do cholery jestem ja!

***
Cześć Wam :) 
Wiem, że poprzedni rozdział był strasznie nudny i po prostu do dupy, ale myślę, że ten jest w miarę okej, hm? Ostatnio kompletnie nie wyrabiam się z pisaniem rozdziałów, dlatego też one są takie jakie są i bardzo za to przepraszam.
 NOTKA WYJAŚNIAJĄCA TEN ROZDZIAŁ: 
1. Rosalie wiedziała, że to był Harry ponieważ to był sen :) Ona go widziała we śnie, rozumiecie? TO BYŁ SEN ;) On się jej po prostu śnił.
2. Doskonale wiem, że się pogubiłyście, ale nie mogę Wam tu tego wszystkiego zdradzić, bo to ma być w kolejnych rozdziałach.
3. Jak pewnie co niektóre z Was się domyśliły - Jack to tata Ros. CZĘŚĆ PODKREŚLONA JEST TO PEWNEGO RODZAJU PRZENIESIENIE DO WYPADKU TATY ROSALIE  I TEJ "TAJEMNICZEJ KOBIETY" CZYLI JUDITH. 
4. Tom- Jest to tata Sue.(Poza tym pojawiał się on w poprzednich rozdziałach.)
5. Jeszcze raz przypomnę: NIE ZDRADZĘ WAM TERAZ WSZYSTKIEGO, BO MI NIE WYJDZIE NASTĘPNY ROZDZIAŁ. JEŚLI MACIE JAKIEŚ JESZCZE PYTANIA TO PISZCIE NA TT- @Domixon - odpowiem na każde.
KOMENTUJĄC BARDZO MNIE MOTYWUJECIE DO PISANIA, WIĘC NO KOMENTUJCIE :D 
Na koniec chciałabym Wam powiedzieć, że KOCHAM WAS NAJBARDZIEJ NA ŚWIECIE ♥ . 
Do następnego! ^.^